
Bycie inżynierem to odpowiedzialna praca, ale też pełna wyzwań i satysfakcji. Droga do tej kariery także nie jest usłana różami studia na uczelni technicznej to ciężka praca i niełatwo się na nich utrzymać jeśli ma się niesolidną naturę. Powód obierania przez młodych ludzi kierunków inżynierskich jest też często dużo bardziej prozaiczny, jest to praca bardzo lukratywna, nawet zaczynając zaraz po studiach możemy liczyć na warunki dużo lepsze niż nasi koledzy i koleżanki po kierunkach humanistycznych.
Inżynierów jednak ciągle brakuje, w Polsce panuje dziwna moda na magistrów nauk nieścisłych, teraz praktycznie każdy posiada tytuł mgr, jest to jednak w większości przypadków nic nie znaczący przedrostek, ponieważ wraz z popularnością wyższego wykształcenia spada jego jakość. Prywatne uczelnie to w zasadzie fabryki produkujące słabo wykształconych ludzi, którzy chwalą się swoim tytułem, chociaż w rzeczywistości kupili go na raty przez te 5 lat studiów.
Z kierunkami ścisłymi jest inaczej, w dalszym ciągu posiadają znamiona elitarności, choć dni dawnej sławy akademii i uniwersytetów powoli odchodzą w niepamięć. Szkoły takie jak Akademia Górniczo-Hutnicza, Politechnika Warszawska czy Politechnika Wrocławska obecnie nastawione są na „masówkę”, ogrom studentów jaki przewija się przez mury tych uczelni powinien zapełnić szybko lukę powstałą po emigracji wykształconej kadry, pracodawcy są jednak niechętni, znają realia i system szkolnictwa doskonale wiedzą, że zatrważająca liczba absolwentów nie jest przygotowana do pracy inżyniera i trzeba włożyć jeszcze sporo pieniędzy, by świeżo upieczony inżynier nabrał doświadczenia i umiejętności potrzebnych do pracy.
Mnogość ofert świadczy o deficycie, którego nie są w stanie zapełnić nasi absolwenci, część z nich w końcu znajduje zatrudnienie, lecz na posady dawane od ręki mogą liczyć tylko najlepsi, już na uczelni rozgrywa się mały wyścig szczurów i konkurencja między studentami, najlepsi z nich doskonale wiedzą, że studiując na kierunku technicznym, najwybitniejsi będą już werbowani w trakcie nauki.
Presja by zdobyć wyższe wykształcenie jest absurdalna i niekonieczna, społeczeństwo nie potrzebuje filozofów, dziennikarzy, filologów czy politologów w takim stopniu jak specjalistów z różnych dziedzin przemysłu czy rzemiosła. W Polsce brakuje ludzi w takich zawodach jak np. spawacze, mechanicy, rzemieślnicy, cieśle i rzeźnicy, a szkoły wyższe produkują siłę roboczą zbyt przekwalifikowaną do prac fizycznych, by zapełnić lukę powstałą po emigracji zarobkowej.
Co prawda nasz rząd ostatnio propaguje naukę matematyki i zachęca do obierania kierunków ścisłych, lecz moim zdaniem są to pieniądze wyrzucone w błoto(nawiasem mówiąc jak większość naszych pieniędzy z podatków). Kampanie społeczne spotykają się z małym odzewem, a młodzież często wybiera studia jako przedłużenie młodości, czyli po prostu przechowalnię bezrobotnych, nieliczni kierują się ambicją by stać się naukowcami lub inżynierami.
Polska jest na szarym końcu jeśli chodzi o roczny stosunek liczby rejestrowanych patentów na tysiąc mieszkańców. Trzeba w końcu zostawić szarą masę i promować jednostki wybitne, tylko wtedy pieniądze publiczne zostaną właściwie zagospodarowane, a ojczyzna zyska utracony w trakcie wojny kwiat społeczeństwa, intelektualistów, naukowców i humanistów z prawdziwego zdarzenia.
Nasza mentalność jest przewrotna. Wiecznie narzekamy, że nie ma pracy, ale robić nie ma komu. Dziury w drogach, niszczejące budynki i bieda są świadectwem na nieskuteczność obecnego podejścia do edukacji. Trzeba się skupić na kształceniu praktycznych zawodów, z których niegdyś tak zasłynęliśmy w Europie, bo tak, chwalono nas bardzo za doskonałych fachowców – budowlańców, hydraulików czy mechaników. Obecnie do spolonizowanych wysp brytyjskich wyjeżdża coraz więcej ludzi, którzy nie mogą znaleźć pracy w Polsce, z powodu właśnie błędnego kroku w wykształceniu.