poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Fach w ręku.

Rynek pracy wymaga od nas nie tylko nowej siły roboczej i intelektualnej w skrajnościach tej skali. Jest cały szereg prac, które mogą wykonać tylko specjaliści, ale nie koniecznie Ci po uniwersytetach, inżynier zawsze znajdzie pracę, podobnie jak wyspecjalizowani pracownicy i operatorzy maszyn. Przede wszystkim brakuje fachowców, ludzi pracy i rzemieślników z prawdziwego zdarzenia. Dla młodych ludzi zajęcia z pogranicza pracy fizycznej i umysłowej są nieatrakcyjne, w związku z czym te zawody cierpią na deficyt siły roboczej. Agencje pracy bez większego problemu znajdą zatrudnienie dla każdego z odpowiednimi uprawnieniami, czy to na maszyny drogowe czy na budowlane.


Spowodowało to, że fachowcy, tacy jak operatorzy maszyn budowlanych(dźwigów, podestów ruchomych, koparek, podnośników koszowych, spychaczy) zarabiają godziwe pieniądze, ich praca w reszcie jest w cenie. Trudno sobie to wyobrazić, biorąc pod uwagę fakt, że aby zostać operatorem koparki wystarczy ukończyć kurs odpowiedniej kategorii.


Dodatkowym atutem jest to, że wiele kursów jest realizowana z częściową lub całkowitą dopłatą ze strony miejscowych Urzędów Pracy lub Unii Europejskiej, tam też znajdziemy oferty tych kursów. Dla bezrobotnych widnieją ogłoszenia dotyczące kursów dla spawaczy, operatorów wózków widłowych, jak również kursy językowe i komputerowe. Podstawowe umiejętności można nabyć przy odrobinie pracowitości i samozaparcia.


Kursy na maszyny specjalistyczne, takie jak koparko-ładowarki, dźwigi samobieżne i wieżowe, podesty ruchome i podnośniki koszowe, prawie nigdy nie są dotowane, więc ich koszty musimy pokryć sami, lecz dzięki tym uprawnieniom i umiejętnościom możemy liczyć na dobre warunki zatrudnienia, nie tylko w Polsce, ale i za granicą.


Tak to już wygląda, jak świat światem, fach w ręku zawsze był ceniony, tymczasem dla wszystkich innych w każdej chwili może powiać wiatr niekorzystnych zmian.

piątek, 23 kwietnia 2010

Stopnień rozwoju społeczeństwa, a zatrudnienie w sektorach.

praca w pierwszym sektorze
W rozwiniętych społeczeństwach większa część ludności znajduje zatrudnienie w sektorze usług. Im społeczeństwo wyżej rozwinięte, a dochód na mieszkańca jest większy, tym mniejsze zatrudnienie w sektorze pierwszym, czyli rolnictwie, rybołówstwie i leśnictwie. Dzieje się tak z powodu mechanizacji i automatyzacji rolnictwa i przetwórstwa, już teraz kraje wysoko rozwinięte produkują o wiele za dużo żywności niż są w stanie skonsumować, większość z tej żywności jest zwyczajnie wyrzucana. Ironia polega na tym że w kraju w którym 2,8%(USA – dane na rok 2001) ludzi znajduje zatrudnienie w rolnictwie produkuje się o wiele za dużo żywności, a w krajach gdzie odsetek ludzi pracujących w I sektorze wynosi powyżej 50% panuje bieda i głód.


Warto jednak zadać sobie pytanie co powoduje marnowanie żywności, producenci przecież nie produkują jej celowo w nadmiarze, to popyt i podaż regulują ilość żywności na rynku. Więc winni jesteśmy my – konsumenci, w naszym lenistwie, braku świadomości i wygodnictwie marnujemy rocznie olbrzymie ilości jedzenia. Jako najczęstsze przyczyny marnowania jedzenia są wymieniane.

Przez konsumentów:

  • brak świadomości skali marnowania żywności

  • zła ocena proporcji przy przyrządzaniu posiłków

  • złe przechowywanie żywności

  • nieracjonalne i nieplanowane zakupy

  • łatwość dostępu żywności

Przez branżę spożywczą:

  • utylizowanie żywności na masową skalę by obniżyć koszty.

  • nieznajomość lokalnych odbiorców i organizacji zajmujących się odbiorem i parcelowaniem żywności do potrzebujących


Społeczne i ekonomiczne skutki marnowania żywności są znacznie szerzej zakrojone niż moglibyśmy przypuszczać. Zawyżona konsumpcja sprawia, że ceny żywności idą w górę, a wyższe koszty jedzenia sprawiają, że wielu ludzi nie stać na pełnowartościowe produkty spożywcze, w tym samym czasie gdy mnóstwo jedzenia jest marnowane, powoduje to niekorzystne zmiany w stanie zdrowia populacji. Marnowanie żywności jest również nieetyczne, ponieważ brak tego podstawowego dobra dotyka wielu ludzi w Polsce i na świecie.


By zrozumieć na jak wielką skalę marnowane jest jedzenie podajmy, że w Wielkiej Brytanii każdego roku marnuje się około 1/3 wyprodukowanego jedzenia.


wtorek, 20 kwietnia 2010

Świadczenia dla inżynierów.

plany inżynierskie

Inżynierowie z reguły mogą liczyć na dużo lepsze warunki pracy niż większość absolwentów wyższych uczelni. Obecny niż na rynku pracy jest spowodowany dużym odsetkiem inżynierów wyjeżdżających na emigrację zarobkową, bo teraz inżynier stał się jednym z towarów eksportowych Polski.

Stawia to pracodawców w Polsce na pozycji z której sami muszą zabiegać o wykształcony personel, działają aktywnie na targach pracy i werbując studentów już na uczelni, zachęcając atrakcyjnymi ofertami praktyk i stażów oraz dobrymi warunkami początkowymi.

Inżynier może liczyć na więcej świadczeń socjalnych niż przeciętny pracownik, duże korporacje zapewniają swoim pracownikom firmową siłownię, basen, saunę i inne świadczenia po pracy, często firmy inwestują w swoje fundusze zdrowotne i pracownicy mają zapewnioną prywatną darmową służbę zdrowia, doliczając do tego atrakcyjne zarobki, praca inżynier kusi wielu młodych i ambitnych ludzi.

Niestety studia jakie musi przejść wykwalifikowany specjalista to długa i usiana przeszkodami droga. Studia inżynierskie nie należą do najłatwiejszych, co potwierdzić może chyba każdy adept trudnej sztuki projektowania maszyn, mikroprocesorów, wiertnictwa, transportu linowego i wieli wielu innych profesji w których wciąż potrzebni są nowi specjaliści.

Kolejną przyczyną dla której w sektorze inżynierii znajduje pracę coraz liczniejsze grono absolwentów jest to, że część kierunków jest zupełnie nowa i nie ma jeszcze wykształconych ludzi w tych dziedzinach. Średnio raz na kilka lat powstają nowe dziedziny wiedzy i zatrudnienia, a proces ten przyśpiesz. Oferta uczelni technicznych jest stale poszerzana o nowe specjalności i dziedziny techniki, jest wręcz niemożliwe by być humanistą w tych dziedzinach, gdyż wiedza jednej z nich jest tak obszerna, że z trudem potrafi ją opanować człowiek po pięciu latach studiów.

piątek, 16 kwietnia 2010

Praca u podstaw.


Praca inżyniera należy do tych raczej wymagających i odpowiedzialnych, ale jest też wystarczająco lukratywna by przyciągnąć ambitnych i uzdolnionych ludzi. Nie każdy jednak może być inżynierem wymaga to pewnych predyspozycji i pracowitości. Podstawą jest nauka matematyki która tak szybko zanika u nas w Polsce. Ministerstwo Oświaty robi co może by przywrócić matematyce znaczenie i prym, ale „humaniści” usilnie bronią się przed obowiązkową maturą z matematyki. Stopniowy zanik logicznego myślenia jest w Polsce przekleństwem i trzeba z nim zdecydowanie walczyć, z tych powodów powstała kampania społeczna, która ma za zadanie wykazać, że matematyka jest obecna i potrzebna w każdej dziedzinie życia i pracy, a wszystko co znajduje się na naszej planecie można opisać matematycznie.


Przyszły inżynier powinien zdawać sobie sprawę z roli matematyki, niestety poziom wykładanej królowej nauk dramatycznie na uczelniach spada. Kiedy ja zaczynałem studia, już w liceum, miałem w programie całki i pochodne, które dla obecnego maturzysty są czarną magią, a pierwszy semestr na uczelniach to właśnie te – najważniejsze dla inżyniera(zaraz obok rachunku różniczkowego) gałęzie matematyki. Elitarne kierunki i szkoły wyższe nie mają innego wyjścia jak tylko albo odsiać większą część przyjętych studentów, albo obniżyć poziom. Niestety mamy powody, żeby przypuszczać, iż dochodzi częściej do tego drugiego, czy to z powodów finansowych(dofinansowania od każdego studenta dla uczelni) czy z powodu zaleceń i presji ze strony Ministerstwa Oświaty.

Na ratowanie poziomu matematyki nie jest jeszcze za późno, ale będzie się to wiązało z płaczem i zgrzytaniem zębów wszystkich „humanistów”(bo humanista według pierwotnej definicji to człowiek światły, obeznany ze wszystkimi gałęziami wiedzy, a co za tym idzie również, a może przede wszystkim z matematyką i logicznym myśleniem). Pewien uczony powiedział kiedyś: cała nauka to matematyka, reszta to tylko komentarz. Trudno się z nim nie zgodzić ucząc się wyższej matematyki, kiedy to zaczynamy dostrzegać nawet w przyrodzie ciągi Fibonacciego czy zasady złotego podziału.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Zły kierunek w edukacji.


Bycie inżynierem to odpowiedzialna praca, ale też pełna wyzwań i satysfakcji. Droga do tej kariery także nie jest usłana różami studia na uczelni technicznej to ciężka praca i niełatwo się na nich utrzymać jeśli ma się niesolidną naturę. Powód obierania przez młodych ludzi kierunków inżynierskich jest też często dużo bardziej prozaiczny, jest to praca bardzo lukratywna, nawet zaczynając zaraz po studiach możemy liczyć na warunki dużo lepsze niż nasi koledzy i koleżanki po kierunkach humanistycznych.




Inżynierów jednak ciągle brakuje, w Polsce panuje dziwna moda na magistrów nauk nieścisłych, teraz praktycznie każdy posiada tytuł mgr, jest to jednak w większości przypadków nic nie znaczący przedrostek, ponieważ wraz z popularnością wyższego wykształcenia spada jego jakość. Prywatne uczelnie to w zasadzie fabryki produkujące słabo wykształconych ludzi, którzy chwalą się swoim tytułem, chociaż w rzeczywistości kupili go na raty przez te 5 lat studiów.


Z kierunkami ścisłymi jest inaczej, w dalszym ciągu posiadają znamiona elitarności, choć dni dawnej sławy akademii i uniwersytetów powoli odchodzą w niepamięć. Szkoły takie jak Akademia Górniczo-Hutnicza, Politechnika Warszawska czy Politechnika Wrocławska obecnie nastawione są na „masówkę”, ogrom studentów jaki przewija się przez mury tych uczelni powinien zapełnić szybko lukę powstałą po emigracji wykształconej kadry, pracodawcy są jednak niechętni, znają realia i system szkolnictwa doskonale wiedzą, że zatrważająca liczba absolwentów nie jest przygotowana do pracy inżyniera i trzeba włożyć jeszcze sporo pieniędzy, by świeżo upieczony inżynier nabrał doświadczenia i umiejętności potrzebnych do pracy.


Mnogość ofert świadczy o deficycie, którego nie są w stanie zapełnić nasi absolwenci, część z nich w końcu znajduje zatrudnienie, lecz na posady dawane od ręki mogą liczyć tylko najlepsi, już na uczelni rozgrywa się mały wyścig szczurów i konkurencja między studentami, najlepsi z nich doskonale wiedzą, że studiując na kierunku technicznym, najwybitniejsi będą już werbowani w trakcie nauki.


Presja by zdobyć wyższe wykształcenie jest absurdalna i niekonieczna, społeczeństwo nie potrzebuje filozofów, dziennikarzy, filologów czy politologów w takim stopniu jak specjalistów z różnych dziedzin przemysłu czy rzemiosła. W Polsce brakuje ludzi w takich zawodach jak np. spawacze, mechanicy, rzemieślnicy, cieśle i rzeźnicy, a szkoły wyższe produkują siłę roboczą zbyt przekwalifikowaną do prac fizycznych, by zapełnić lukę powstałą po emigracji zarobkowej.


Co prawda nasz rząd ostatnio propaguje naukę matematyki i zachęca do obierania kierunków ścisłych, lecz moim zdaniem są to pieniądze wyrzucone w błoto(nawiasem mówiąc jak większość naszych pieniędzy z podatków). Kampanie społeczne spotykają się z małym odzewem, a młodzież często wybiera studia jako przedłużenie młodości, czyli po prostu przechowalnię bezrobotnych, nieliczni kierują się ambicją by stać się naukowcami lub inżynierami.


Polska jest na szarym końcu jeśli chodzi o roczny stosunek liczby rejestrowanych patentów na tysiąc mieszkańców. Trzeba w końcu zostawić szarą masę i promować jednostki wybitne, tylko wtedy pieniądze publiczne zostaną właściwie zagospodarowane, a ojczyzna zyska utracony w trakcie wojny kwiat społeczeństwa, intelektualistów, naukowców i humanistów z prawdziwego zdarzenia.


Nasza mentalność jest przewrotna. Wiecznie narzekamy, że nie ma pracy, ale robić nie ma komu. Dziury w drogach, niszczejące budynki i bieda są świadectwem na nieskuteczność obecnego podejścia do edukacji. Trzeba się skupić na kształceniu praktycznych zawodów, z których niegdyś tak zasłynęliśmy w Europie, bo tak, chwalono nas bardzo za doskonałych fachowców – budowlańców, hydraulików czy mechaników. Obecnie do spolonizowanych wysp brytyjskich wyjeżdża coraz więcej ludzi, którzy nie mogą znaleźć pracy w Polsce, z powodu właśnie błędnego kroku w wykształceniu.

Jakie powinny być szkoły wyższe w Polsce?

Obserwatorzy